Łączna liczba wyświetleń

Obserwatorzy

niedziela, 21 sierpnia 2011

słonecznik i góral "B"

            Zapłata w formie kolacji nastąpiła w dniu, kiedy sklepik był już odmalowany, wysprzątany i czekał na fundusze, które miały wyposażyć go do końca. „Ziutek” zajął miejsce na środku ściany naprzeciwko drzwi.
Tadeusz był bardzo wartościowym znajomym, ponieważ jego koledzy znali się na różnych rzeczach i dzięki nim niewielkimi kosztami udało się zorganizować w lokalu ubikację (której nie było wcześniej).
Z wdzięczności miałam ochotę nawet wyswatać Tadeusza z Magdą, ale nie mam do tego talentu, więc zostawiłam ten wątek własnemu torowi.
Magda chyba była zadowolona, bo nie widziałam u niej większego zainteresowania tym panem. Miałam wrażenie, że wykorzystuje jego zaangażowanie jako pomoc w różnych sprawach.
Moja przyjaciółka nie pracowała wówczas. Zapisana była na bezrobociu i robiła różne kursy. Często zastanawiałam się dlaczego dziewczyna z magistrem z zakresu marketingu i rachunkowości nie znalazła posady w wielkiej firmie i nie robiła oszałamiającej kariery. Miałam szczęście, że się ze mną przyjaźniła, dzięki temu zyskałam oddaną menedżerkę i księgową.
            Szyld z wymyślonym logo zrobiłam na cienkiej dębowej deseczce. Wiadomo, dąb – święte słowiańskie drzewo – jest idealnym filarem i nadaje się wspaniale zamiast kamienia węgielnego, który zapewne został już wmurowany, gdy budowano tę stara kamienicę. Pozostało mi tylko zamówić metalową oprawę, aby mój szyld zapraszał gości z ulicy do przekroczenia progu „Moich Brzydactw”.
W tej kwestii znowu pomocą posłużył pan Tadeusz. Okazało się, że zna również gościa zajmującego się kowalstwem (pan Tadeusz chyba zna wszystkich fachowców i rzemieślników).
            Po oprawę trzeba było jechać aż w Pieniny, ale przystałam na to bardzo chętnie, ponieważ uwielbiam góry.
Z tej wyprawy przywiozłam bardzo przyjemne wrażenia i szydełkowego słonecznika.
Zrobiłam go w drodze powrotnej na tylnym siedzeniu samochodu prowadzonego przez Tadeusza. Z przodu naturalnie siedziała Magda.
            Dlaczego słonecznik? Otóż kowalem okazał się przystojny Błażej – mężczyzna idealnie w moim typie, przynajmniej z wyglądu – góral  z krwi i kości o długich brązowych włosach i piwnych oczach. Góral „B” – pomyślałam po tym jak pan Tadeusz nas przedstawił.
Błażej zaraz po podaniu i ucałowaniu mi dłoni powiedział, że wyglądam jak słonecznik. Nie odebrałam tego jako komplement, bo wyobraziłam sobie swoją twarz otoczona żółtymi płatkami i nie bardzo mi się ten obraz podobał. Kowal zauważył moją niewyraźna minę, więc pospieszył z wyjaśnieniem dodając: „Słonecznik, bo weszła pani do mojego warsztatu jak małe słoneczko i przyniosła zapach łąki…” Potem zmieszał się widocznie tą niezręczną sytuacją, gdyż zaczął nieskładnie opowiadać o swojej pracy.
Zrobił na mnie wrażenie tym romantycznym zdaniem, to też moja wizja twarzy okalanej żółtymi płatkami wydała się teraz urocza.
Na pamiątkę tej ambarasującej sytuacji zrobiłam broszkę, ponieważ myśl o góralu „B” była całkiem przyjemna.
Oprawa do szyldu miała przyjść za pobraniem, lecz miałam nikłą nadzieję, iż kowal sam ją przywiezie – cóż, marzenia…


Ps. :) Skasowałam ps-a z powodu fantastycznego komentarza hatytiny :) -dziękuję Justynko:*

9 komentarzy:

haftytiny pisze...

oj skasuje to P.S !!! Ja nie chcę wiedzieć co prawda a co fikcja, zresztą można samemu zgadywać dlatego Twój blog niepowtarzalny;) Tak jak słonecznik ;)

haftytiny pisze...

oj skasuj to P.S i jest niepowtarzalny ;) zjadłam trochę literek ;)

Moje Brzydactwa pisze...

wedle rozkazu;)

wilczyca pisze...

i dobrze, że nie zdążyłam zobaczyć peesa, bo po co psuć klimat. Jest super tak jak jest, super, słonecznik, super klimaty i super piszesz. Pozdrawiam

Ena0210 pisze...

No normalnie się zaczytałam znowu zamiast iść spać.
Wspaniałe jest to opowiadanie :)(ficton czy real - nie ma znaczenia)
Prześliczny słonecznik zrobiłaś. Ja nawet nie potrafię łańcuszka wydziergać :(

Moje Brzydactwa pisze...

Ena - spokojnie mam już rzeczy na candy :) będzie szydełokowo :)

Titania yng Nghymru pisze...

bardzo sympatyczny słonecznik!
och, żeby to ja umiała takie szydełkowac... :)

Majka pisze...

Pikny słonecznik :)
A żeby i góral "B" przyjechał... :)

juta pisze...

Z coraz większym zaciekawieniem śledzę tą opowieść:)))))Spodobał mi się ten szyld na dębowej deseczce.
Słonecznik bardzo ładny.
Pozdrawiam